tandem 21 czerwiec 2009
Poprzedni rok by fatalny. Nie jeździłem z uwagi na chorobę mojej
żony. Dostałem jednak urlop na Krym. Tego roku nie umiałem nawet wsiąść na
rower. Co tu robić, jak powstać? Mam jeszcze trochę czasu do wyprawy. W
Piotrkowie Trybunalskim skaczą w tandemie z wysokości 4000 metrów.
Chcę wyrównać poziom adrenaliny. Wsiadam do samochodu a potem, już w Piotrkowie
do samolotu. Wznosimy się dziesięć minut na wysokość czterech kilometrów. Około
1500
metrów nad ziemią powinien otworzyć się spadochron.
Każdy ma dwa na swoich plecach. Ja skaczę pierwszy raz i nie mam nawet jednego.
Podeszliśmy do otwartych drzwi. Na zewnątrz uczepiony futryny stał jumper
(skoczek kamerzysta). Bujamy się z instruktorem i skaczemy na „trzy”. Serce
podeszło do gardła. Byłem z przodu i nie pamiętam, że na moich plecach wisiał
instruktor. Przez 50 sekund pędziłem szalenie w dół. Pode mną trzystu metrowa
warstwa chmur. Potem kocioł we mgle i ukazała się ziemia a słońce pozostało za
chmurami. W niespełna minutę, przy szybkości 208 km/godzinę otworzył się
spadochron. Miałem wrażenie, że się urwał. Otrzymałem stery spadochronu. Przez
pięć minut nawigowałem na strefę zrzutu gdzie oczekiwała grupa moich kibiców.
Czterysta metrów przed lądowaniem oddałem stery w ręce Sławka, instruktora
naszego tandemu.










Następnego
dnia była wspaniała okazja, by wypić szampana z okazji swoich urodzin.
Dopiero
siedemdziesiątych