wyprawa dookoła bałtyku
reportaż w pigułce
Poznaliśmy
się w internecie. Mieliśmy podobne plany. On chciał
pokonać Norwegię, ja trasę dookoła Bałtyku. Ma na imię Andrzej, jest kapitanem WP.
Aczkolwiek liczyłem w planowanej wyprawie tylko na siebie, udało się mojej
żonie, i zapewniła mi ochronę. Przejechaliśmy próbnie trasę do Nowego Warpna
oraz po drogach naszych zachodnich sąsiadów. Testy wypadły pomyślnie. W oparciu
o logistyczną wiedzę i doświadczenie Andrzeja, przygotowaliśmy się sprzętowo i
organizacyjnie do tej liczącej prawie siedem tysięcy kilometrów wyprawy.
Rozpoczęła się 8 czerwca i zakończyła po siedemdziesięciu dniach niezliczonych
przygód.

Raport z
wyprawy można zobaczyć w następnym rozdziale.
Tymczasem
proszę rzucić okiem na parę zdjęć w przekroju całej wyprawy.

Ze Szczecina wyruszyliśmy ósmego czerwca. To już
Rostok i mój internetowy partner.

Przepłynęliśmy promem do Gedser,
wkrótce byliśmy w Kopenhadze.

Wolne miasto hippisów Christiana w Kopenhadze, nie
mogło ujść mojej uwadze.

Przeprawa do Helsinborga
i jesteśmy w gościnnej Szwecji.

Krótki odpoczynek na plecach tragarza przed
Norwegią.

Tu zacznie się wielka przygoda. Krajobrazowo najpiękniejszy
zakątek Świata.

Droga do stolicy na skróty nie była łatwa. Trzeba
przebyć kilka kilometrów trasą MTB.

Na straży królewskiego zamku w Oslo.

Ten, prawie

Takich dni było około czternastu. To i tak mniej,
niż przewidywała statystyka.

Może to dzięki modłom wznoszonym do wszelkich
napotkanych po drodze świętości.

Na nocleg nie trzeba było wybierać miejsca,
wszystkie były piękne.

Rano nasze sakwy pokryte były grubym szronem. Zmarznięty,
z chrypką, wątpiłem w sukces.

Ciężko pracuję tutaj dla przyjemności. Tak sobie
myślę, że mojej żonie też nie jest łatwo.

Trzy siostry. Piękny wodospad w przepaść. Chyba nie
warto się jeszcze poddawać.

Góry w chmurach to piękny codzienny widok. Warto
się na chwilę zatrzymać, by podziwiać.

Takie wodospady, wijące i wznoszące się wysoko
drogi, towarzyszyły nam przez wiele dni.

Nie trzeba czekać do zimy by porzucać śnieżkami,
lub ulepić bałwana.

Tak, tu byliśmy. Tym razem jak za młodych, durnych
i chmurnych lat, wypisaliśmy na śniegu.

Na szczycie „drogi orłów” witani przez szwedzką
parę kawą, przekąska, deserem i gratulacjami.

Norweskie fiordy. Któż nie chciałby
ich zobaczyć. Na pokładzie promu w drodze do Geiranger.

Oddajemy się pod opiekę Trola, pilnie strzegącego tajemnic tego uroczego kraju.


Niektóre tunele trzeba było, i
warto było omijać boczną drogą.

Tutaj rozpocznie się
jedenastokilometrowy zjazd ze szczytu Trollingen,

Wiedzie uroczymi serpentynami.
Kiedy się skończy, znajdziemy się znowu nad brzegiem fiordu.

Po trudach, skromny posiłek.
Ryż, łyżka margaryny, puszeczka rybek, przyprawy.

Choć nie wyglądam wcale
okazale, ale namiot mam też trochę większy. (w głębi,
żółty po prawej)

Droga atlantycka wieńczy wszystko co można było na naszej norweskiej trasie zobaczyć.

Choć zdobyliśmy już wszystko,
takie pejzaże towarzyszyły nam do końca.

Brama do Trondheim, celu
naszej trudnej, pięknej wyprawy do Norwegii.

Targ rybny Trondheim. Dopiero
tutaj paczka tytoniu w nagrodę. 160 koron (80 zł).
Ach te norweskie ceny.

Mamy was. Jesteśmy z TV.
Prosimy o wywiad. Emocjom nie było końca. Jutro poznają nas wszyscy.

Choć nas stąd wygoniono na
skraj, bo weekend, jednak nazajutrz było „I’m sorry,
to piękne co robicie”

Przerwa w podróży w południe.
Na rozpalonych szczątkach grilla można jeszcze coś upiec.

Ostersund. Malownicze miasteczko w Szwecji, po drodze na wschód do
wybrzeży Bałtyku.

Kolejna zniszczona opona. Będą jeszcze takie
dwie,
ale na ostatnich dwóch zdołam dojechać do domu. (razem
5 szt.)

Sundvall, miłe miasteczko nad brzegiem Bałtyku. Stąd kierujemy się na
północ. Będzie jeszcze ciężko.

Trasą E4 przemieszczamy się
nocą, prawie białą. Tiry stwarzają tu śmiertelne niebezpieczeństwo.

Lulea. Ostatnie szwedzkie miasteczko na północnej trasie do Finlandii.

Zwykliśmy mówić „dwa w jednym”
z przodu opona, z tyłu szprycha z dętką.

Skansen starego budownictwa w
na pół szwedzkim i fińskim miasteczku granicznym.

Haparanda. Proszę nie mylić, to nie jest żadna na ulicy granda,
lecz uzgadnianie stanowisk.

Z planu podróży wynika, że
połowa wyprawy jest już za nami.

Przymierzałem się, ale gdzie
mi tam sięgnąć nawet do pedałów.

Tak zwana praca w zespole. W
tym konwoju jedziemy już trzy i pół tysiąca kilometrów.

Rano dobrze się napić mocnej kawy
przed śniadaniem i zapalić skręta.

Przy każdej okazji dziękowałem
wszystkim świętym drobną monetą, za doznane chwile szczęścia.

Finlandia to wspaniały,
normalny kraj. Można sobie pozwolić nawet na kurczaka z rożna.

Turku, dawna stolica Finów.
Nikt się tu nie spieszy, więc i ja usiadłem na chwilę.

W drodze do Helsinek. Zawsze
jest nadzieja, że kiedyś przestanie padać.

Prawdziwa fińska bania.
Polewamy rozżarzone kamienie. Potem hyc do jeziorka i powrót do mycia w łaźni.

A oto i owa łaźnia w domku
letniskowym. W dole piękne, małe jeziorko, z przodu mój dom.

Piękny dworzec w Helsinkach
wieczorem zamienia się w raj dla narkomanów, meneli i prostytutek.

Tallin. Piękna starówka, pełna
życia, powabnych dziewcząt, uroczych zaułków.

Estonia. Pierwszy od półtora
miesiąca obiad, pierwsze ziemniaczki. Co za rozkosz.

Nasz Bałtyk. Czysty i piękny.
Kolacja na biwaku w drodze na Łotwę.

Estońska kraina dzięki bliskim
kontaktom z Finlandią, staje się coraz bardziej piękna.

Ryga. Miasto nie zachwyca,
choć posiada trochę walorów turystycznych.

Łotwa rozwija się najwolniej,
choć niekiedy można mieć wrażenie, że jesteśmy na Florydzie.

Takie chwile na złych, często
dziurawych łotewskich drogach, staraliśmy się raczej przeczekać.

Lepaja jest miasteczkiem festiwali muzycznych. Zbieram drobne na
ostatnią kolację.

A może uzbierane pieniądze
lepiej przekazać na renowację starówki?

Kłajpeda. Gdzieś zawieruszył
się mój kolega Andrzej z naszego konwoju.

Choć znalazł się, nie będzie
już kontynuował podróży. Schodzi najbliższą trasą do Suwałk.

Jedno z ładnych litewskich
miasteczek w drodze do Kowna.

Przespać się nad Niemnem,
marzenie wielu z nas. Trzeba szybko rozbić namiot.

O północy mój namiot oświetlił
reflektor. Z dala od ludzi, w buszu? Brr. Przeżyłem!

Kowno. Dawna stolica Litwy ma
ładną starówkę. Wąskie uliczki, stare kościoły, kolorowo.

Nie trudno tu znaleźć
przyjaciół. Rimgaudas ugościł mnie „cepelinem” w eleganckiej restauracji.

Przedmieście Wilna. Znalazłem
tu miejsce na mój namiot. To była wspaniała historia.

Wilno jest pięknym,
nowoczesnym miastem. Ma także ładna starówkę. Takich zdjęć zrobiono wiele.

To już ostatnie zdjęcie za
granicą. Pojechał Jan, wrócił Jaś. Gdzieś zgubiłem znowu moje

Droga do domu była długa i
trudna. Opłaciło się.

Kto nie wierzy, że to już
Polska, przekona się na następnym zdjęciu.

Dziękowałem naszej Królowej za
wszystko.

Po drodze miłe, rodzinne
spotkania.

Telewizja jest zawsze zwieńczeniem sukcesu. Kronika iTVP3 17.08.2007 godz.
18.00 (arch.)

Książeczka wycieczek kolarskich z potwierdzeniem wszystkich
etapów podróży.
